No chyba zupełnie przypadkiem ta książeczka kupiona wczoraj okazała się niezłym skarbem ... napisałem do Instytutu Orientalistycznego UAM w Poznaniu. Wpierw skontaktował się ze mną jeden doktor i odpowiedział że to jest jednak język asyryjski a nie arabski. Dostałem tez namiar na pewnego profesora, który jest rodowitym asyryjczykiem i wręcz ubóstwia ten język, napisałem do niego i dziś przyszła taka odpowiedź:
Cytuj:
"Mój drogi przyjacielu,
To rzecz nieprawdopodobna!
Książka nie jest po arabsku, lecz po asyryjsku (syriacku), wersja tzw. "garszuni", czyli tekst
arabski, ale napisany literami asyryjskimi. Otóż z miłości to swojego pisma aramejskiego, a także z
powodu coraz słabszej znajomości języka przodków, pierwszego i nadal oficjalnego języka Kościoła
syryjskiego ("monofizyckiego - zgadł Pan), ktoś kiedyś wpadł na pomysł, aby wprowadzić taką
innowację, konieczną dla arabskich chrześcijan z kręgu tego Kościoła, którzy asyryjskiego nie znali.
Uważano bowiem, że same litery aramejskie są święte.
Treść książki w całości dotyczy liturgii chrztu.
Pragnę też poinformować, że wysyłając mi tę prośbę, trafił Pan idealnie. Od czterech lat prowadzę
lektorat tego języka dla zainteresowanych studentów poznańskiej orientalistyki w ramach Pracowni
Studiów nad Chrześcijanami Orientu.
Mamy ambicję rozwijać się, aby w przyszłości mieć swój zakład, prawdopodobnie pod tą samą nazwą. Mam
doktoranta, bardzo zdolnego i pracowitego, który poznał ten język, uczy go i tłumaczy trudne teksty,
np. św. Efrema (IV w.).
Mam wobec tego nieśmiałe pytanie do Pana o możliwość podarowania nam tej książki. Dotychczas nie
mamy żadnych materiałów tego typu, chyba że Pan widzi inne możliwości.
Łączę pozdrowienia
M.A."
Feeder doskonale rozumiem :) Mam podobne objawy z ikonami. Podobne mają panny w galeriach handlowych "o jaka śliczna bluzeczka! nie moge jej sobie nie kupić ..." :)