|
witam!
Temat tego wątku brzmi "Najgorszy dzień mojego życia z wykrywaczem", więc chyba nie odbiegnę za bardzo od tematyki. Jednym z pierwszych bagaży, który umieściłem w samochodzie był właśnie mój wykrywacz ;). Potem w bagazniku pojawiła się cała masa innych przedmiotów upakowanych w torbę podróżną, niezbędnych do życia poza domem. Wybierałem się wraz z resztą rodziny w odwiedziny do Teściowej. Żona przygotowywała w domu Córę do podróży, a ja po zapakowaniu bagażnika postanowiłem podjechać ciut bliżej wyjścia, żeby Żona nie zmęczyła się za bardzo "tachaniem" naszej latorośli do samochodu. Niestety kilka prób odpalenia samochodu uświadomiło mi, że nie wyjedziemy planowo. Zdechł akumulator. Szczęście w nięszczęsciu dysponowałem prostownikiem pożyczonym jakiś czas temu od znajomego. Dwie godziny ładowania, podczas których przejrzałem sobie fora poszukiwawcze przeleciały "jak biczem trzasło". Montując akumulator, z nadzieją, że te dwie godziny ładowania będą wystarczające nie zdawałem sobie sprawy jakie atrakcje mnie jeszcze czekają. Otworzyłem kluczykiem drzwi, umieściłem kluczyk w stacyjce, zwolniłem maskę i zacząłem podłączać akumulator. W momencie gdy podłączałem drugi biegun akumulatora, w sposób dla mnie niespodziewany zamek centralny zamknął mi wszystkie drzwi. Gdyby w tym momencie obserwował mnie ktoś z boku, z cała pewnością moja głupia mina którą zrobiłem powaliłaby go na ziemię. Błyskawicznie w moim krwioobiegu pojawiła się ogromna ilość adrenaliny. Niestety była to adrenalina jakościowo znacznie odbiegająca od tej, którą wyzwala we mnie jakiś ciekawy wykopany fant. W tym momencie po raz pierwszy tego dnia przemknęła mi przez głowę myśl, że "piątek ... trzynastego" był przecież wczoraj. Próby otworzenia auta z wykorzystaniem pełnej wiedzy kilku znajomych, pomimo ich wielkiego zaangażowania spełzły na niczym. Wróciłem do domu i tym razem, z nadzieją, że ktoś już kiedyś przeżył taką przygodę zacząłem przeglądać fora motoryzacyjne. Po półgodzinnej lekturze niestety okazało się, że jedynym rozwiązaniem będzie wezwanie profesjonalnej firmy otwierającej auta z zatrzaśniętymi kluczykami. Otworzenie autka kosztowało mnie stówkę :( . Stówka stówką, ale autko udało się odpalić i rozpoczęliśmy w końcu podróż. Po godzinie jazdy pojawiła się konieczność zatankowania. Akurat zajechaliśmy do dużego, byłego miasta wojewódzkiego. W momencie gdy podchodziłem na stacji beznzynowej do dystrybutora, wyłonił się zza niego Pan Policjant i poprosił mnie, żebym po zatankowaniu zajrzał do radiowozu, który stał kilka kroków dalej. Zdziwienie, które pojawiło się w tym momencie na mojej twarzy spowodowało, że dodał ... " przed chwila przejechał pan skrzyżowanie na czerwonym świetle". Sięgnąłem pamięcią wstecz i przypomniało mi się, że faktycznie jakieś 2 minuty wczesniej popełniłem to wykroczenie. W tym momencie w mojej główce zapaliła się czerwona lampka ... "piątek ... trzynastego" to chyba jakis mit ... "sobota ...czternastego" ... to jest dopiero pechowy dzień :( . Na moje szczęscie okazało się jednak, że Panowie, którzy ugościli mnie w swoim radiowozie byli bardzo wyrozumiali i po krótkiej rozmowie oznajmiając, że "normalnych" (chyba w sensie "skruszonych" ;) ) ludzi nie karzą ... puścili mnie wolno. Poza tym, że pozostałe 80 km drogi, z uwagi na tragiczne warunki pogodowe, musiałem przebyć z prędkością 50-60 km/h więcej przykrości w tym dniu mnie nie spotkało ;).
pozdrawiam
bogdans
|