Teraz jest wtorek, 27 stycznia 2026, 10:30

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 84 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Fakty bez ocen
PostNapisane: niedziela, 8 lutego 2004, 18:24 
Offline
Kapitan Petersen

Dołączył(a): czwartek, 9 stycznia 2003, 01:00
Posty: 1486
Lokalizacja: Stare Dunajczyska
Witam

Od ocen na temat istoty łowiectwa się powstrzymam (choć mam wyrobione zdanie), bo boję się napastliwego tonu tej dyskusji. Podam tylko dwa udokumentowane fakty na temat zachowań myśliwych, potwierdzone przez policję oraz w drugim wypadku GOPR.

1. W latach 90-tych pod Tarnowem myśliwy pomylił w lesie zielonego fiata 126 z dzikiem. Strzelił przez krzaki do wolno jadącego "malucha" i postrzelił kierowcę - swojego kolegę, z którym przyjechał na polowanie - w nogę. O dziwo facet był trzeźwy. Niestety świadczy to o tym , że niektórzy nie patrzą w co ładują ołów.

2. Dwa lata temu w Gorcach narciarz turowy najechał na zamarzającego i zawiewanego przez śnieg myśliwego. Powiadomił GOPR. Ratownicy po dotarciu na miejsce stwierdzili, że facet jest pijany do nieprzytomności i zaczyna schodzić z tego świata na skutek wychłodzenia organizmu. Ustalono później, że po wspólnym piciu po polowaniu facet zniknął z oczu swoim równie nawalonym kolegom, a ci o nim zapomnieli i wrócili do domów.

Pytanie: wskażcie jeszcze jakąś grupę społeczną, w której pije się alkohol podczas używania broni palnej i w której jest na to ogólne przyzwolenie. Policjanci, pogranicznicy, służba więziennna, straż kolejowa, wojsko? W której z tych służb wyciąga się z szafki broń i jednocześnie piersiówkę i z takim śmiercionośnym zestawem wychodzi postrzelać ?

Nie twierdzę, że wszyscy myśliwi piją, ale nikt mi nie wmówi, że wszyscy polują na trzeźwo. Po prostu, jak wszędzie, jest grupa tumanów, którzy cały czas pracują na opinię dla tego środowiska i PZŁ.

Test


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 8 lutego 2004, 19:12 
Offline
Młodszy Chorąży
Młodszy Chorąży

Dołączył(a): czwartek, 23 października 2003, 16:24
Posty: 118
Lokalizacja: Gliwice, Londek:)
Aby rozładować trochę dość napiętą atmosferę w tym temacie przytoczę zabawną historię, którą ktoś mi kiedyś opowiedział. Ponoć autentyczna ale wiadomo jak to jest z tego typu opowieściami.
A więc. W latach 80-tych przyjechał do Polski zagraniczny (czytaj dewizowy) myśliwy i zapałał chęcią zapolowania na niedźwiedzia. Akurat na tym terenie było dość krucho z niedźwiedziami, pewnie były też pod ochroną. Zrodził się więc problem ale akurat jakiś cyrk chciał się pozbyć starego niedźwiedzia. Kupiono go więc i podprowadzono gościowi pod ambonę. Pech chciał, że akurat w pobliżu przejeżdżała kobieta na rowerze. Jak zobaczyła niedźwiedzia to się przestraszyła, porzuciła rower i uciekła. A misiek nie zastanawiając się długo wsiadł na rower i podjechał na nim pod ambonę. Myśliwy jak go zobaczył to podobno z wrażenia spadł z ambony i złamał nogę. :lol:

Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 9 lutego 2004, 10:40 
Offline
"W krzyżu pogięty"

Dołączył(a): niedziela, 16 lutego 2003, 01:00
Posty: 220
Nie jest ważne czy to prawdziwa historia czy nie!
Ważny jest efekt jaki wywołuje u osób czytajacych! :jump
A jak sobie to mimowolnie wyobraziłem to mało z krzesła nie spadłem :D
Prawie tak się śmiałem jak z teksuff( :D ) Wrednego z postu obok!
Pozdrawiam :dnc


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 11 lutego 2004, 03:18 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): niedziela, 12 października 2003, 02:31
Posty: 1150
Lokalizacja: Warszawa / Betlahem / Amman
Cytuj:
Pytanie: wskażcie jeszcze jakąś grupę społeczną, w której pije się alkohol podczas używania broni palnej i w której jest na to ogólne przyzwolenie.

WLASNIE !!
Pozdrawiam Test


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 11 lutego 2004, 14:49 
Offline
Buszujący w śniegu

Dołączył(a): środa, 19 listopada 2003, 20:58
Posty: 891
Lokalizacja: Wrocław
No to jak teraz będę szedł w las ti nie zakładam swojej usznki. Jeszcze jakiś snajper z koła łowieckiego weźmie mnie za zająca...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 18 lutego 2004, 23:20 
Offline
Starszy Kapral
Starszy Kapral

Dołączył(a): poniedziałek, 12 stycznia 2004, 14:32
Posty: 38
witam,tez wam dorzuce swoja opowiesc odnosnie mysliwych, zaprosil mnie kiedys kolega lesniczy i zarazem zapalony mysliwy na polowanko po jakims czasie strzelil kozla, koziolek po strzale przewrocil sie podniosl i uciekl w las poszlismy po "farbie"mial tez pieski, szlismy tak z dobry kilometr mijajac slady krwi ostatnie kilkadziesiat metrow zauwazylem cos dziwnego na krzakach okazalo sie ze biedne zwierze ma tak silna zadze zycia ze uciekalo wyrywajac po drodze sobie wnetrznosci bo trafil je kolezka w brzuch ...jak doszlismy do koziolka to biedny lezal i jeszcze zyl po dobiciu okazalo sie pozniej ze wyrwal sobie po drodze ucieczki wszystkie bebechy.jest to prawdziwa historia sprzed 2 lat do dzisiaj choc nie jestem wegeterianinem nie bardzo mam ochote na dziczyzne jak byscie zobaczyli ten rozerwany brzuch i spojrzenie zwierzaka...sam jestem zamilowanym strzelcem uprawiam od kilkunastu lat strzelectwo sportowe i choc koledzy namawiali mnie bym wstapil do kola naprawde chyba sie nie zdecyduje ,wole tarcze:)pozdrawiam wszystkich Adam.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 20 lutego 2004, 16:49 
Offline
Szeregowy
Szeregowy

Dołączył(a): piątek, 20 lutego 2004, 16:15
Posty: 3
Standard jest taki, że na takich polowanich ostro sie popija, wiec jeżeli to jest nieprawda to nistety pewnie kiedys sięprzydaży... oby nie tfu, tfu, tfu...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 26 kwietnia 2004, 21:56 
Offline
Starszy Kapral
Starszy Kapral

Dołączył(a): piątek, 5 lipca 2002, 00:00
Posty: 36
[quote="Szary Wilk"]Zadne zwierze nie zabija dla przyjemnosci tylko z glodu lub dla wlasnej obrony .

Szary Wilk napisał wcześniej zdanie j.w. Szlachetne to zdanie ale głupie ja but. Zwierzęta nie zabijają się "dla przyjemności" nie z jakiejś wrodzonej szlachetnosci, albo z powodu tego że Bozia tak ten świta skonstruowała, że to tylko ludzi sa źli a zwierzątka wrodzone okazy dobraoci ale dlatego że każde polowanie czy też zabicie innego zwierzaka to potężny wydatek energetyczny, na który pozwolić sobie taki drapieżnik moze jedynie wtedy gdy ma prawie 100% pewność powodzenia swojej akcji. Stąd też polowani na osobniki młode i chore - te kosztują najmniej wysiłku. W warunkach afrykańskich kilka nieudanych polowań kończy się śmiercią drapieżnika (no chyba ze stoleruje i znajdzie padlinę).

Nazywanie tego szlachetnością i konfrontowanie tego z postawą ludzi jet żałodsne i demagogiczne. Aczkolwiek zieloni uwielbiją ten argument stosować nagminnie - co już mnie do pasjii doprowadza - jeśli bronisz przyrody poznaj jej mechanizmy.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 27 kwietnia 2004, 09:47 
Offline
Felix Hobus Drugi

Dołączył(a): wtorek, 4 listopada 2003, 11:56
Posty: 1665
Lokalizacja: Deszczno/Gorzów Wlkp.
Witam.
Przeczytałem praktycznie wszystkie wypowiedzi i stwierdziłem,że głos w sprawie mogę zabrać.Nie jako myśliwy (nie mam nic wspólnego),nie jako poszukiwacz (na chwilkę zapomnę o wszystkim),ale jako ktoś,kto skończył ochronę środowiska na Akademii Rolniczej (gdzie-przemilczę-nie chcę robić kryptoreklamy :afr ).
Może przez niektórych słowa te mogą byc uznane za niepasujące,ale....
W 1525 roku pan,którego pełnej nazwy nie pamiętam (za długa-miął chyba 3 imiona i tyleż samo nazwisk),ale w skrócie nazywał się Paracelsus powiedział:"Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną.Od tego czy jest,zależy dawka".Mówiąc jeszcze krócej-co za dużo,to niezdrowo.Łowiectwo w warunkach ściśle określonych i przestrzeganych jest takim samym sportem,co wędkarstwo.Pozwala także w wielu przypadkach kontrolować występowanie danej populacji osobników.Powinna się liczyć zawsze rozwaga i pomyślunek.Wszędzie mozna spotkać czarne owce,więc nie należy przypisywać złą do wszystkich. To chyba tyle.
Pozdrawiam wszystkich (myśliwych będących poszukiwaczami jak i poszukiwaczy niebędących myśliwymi)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 14 października 2004, 20:49 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): czwartek, 27 czerwca 2002, 00:00
Posty: 508
Lokalizacja: Warszawa
Przypominam ten temat i dedykuję ten tekst wszystkim bezkrytycznym "ekologom" i "zielonym" a w szczególności Szaremu Wilkowi :D

http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITE ... 94&KAT=241



Wilczy horror w Bieszczadach



Człowiek, gatunek niechroniony

Wilki atakują ludzi. W Polsce. W XXI wieku. – Przekroczyły granicę strachu przed człowiekiem – mówi Antoni Dydak, hodowca owiec z Bieszczadów. – Kiedyś bałem się tylko o swoje zwierzęta. Teraz drżę o własne życie.


ANDRZEJ CHYLIŃSKI 2004-10-13




Podszedł bezszelestnie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd. Przenikliwym spojrzeniem sparaliżował ofiarę. Zastygła w przerażeniu. Śmiertelny strach trwał kilka sekund, do chwili, gdy ostre jak brzytwy kły zmiażdżyły jej kręgosłup i rozerwały gardło na strzępy. Ale wilkowi było za mało krwi. Gdy na pomoc zaaatkowanemu stadu owiec rzucili się ludzie, wilk spokojnie czekał. To było wyzwanie rzucone człowiekowi. Odwiecznemu wrogowi, którego wilk już się się nie boi. Od tej pory to człowiek musi się bać jego – władcy bieszczadzkich lasów...

Człowiek, gatunek niechroniony

Ostatnie tygodnie były ciężkie dla Antoniego Dydaka. Wilki nie tylko zabiły mu kilkanaście owiec, ale zaatakowały jego córkę i syna. W biały dzień. – Syn Andrzej wracał z Ustrzyk i zobaczył, jak wilk lezie do naszych owiec – opowiada Antoni. – Trąbił od drogi. Gdy dojechał do niego samochodem, ten już leżał na owcy. Dzieliło ich półtora metra, ale wilk nie uciekał. Przeciwnie, wystartował do niego z zębami!

Nie upłynęło wiele czasu, oko w oko z wilkiem stanęła córka Dydaka. – Tym razem z lasu wyskoczyły dwa wilki – mówi Renata. – Podjechałam do nich z mężem. Muzykę włączyliśmy na cały regulator, trąbiliśmy, a one nic. Gdy Michał pobiegł odganiać tego większego, co był już na owcy, ten mniejszy ruszył na mnie. Dobrze, że nie odeszłam daleko od samochodu i zdążyłam się schować. Zakręciłam szyby i włączyłam silnik. Ten tylko podszedł do auta i wyszczerzył zęby. – Gdybym miała dzieci i wysyłała je do owiec, jak to robią inni, to by je wilk zagryzł – cicho dodaje Grażyna Dydak, żona Antoniego. – Nasz sąsiad ma takie małe dzieci. Bawią się tuż obok naszej łąki z owcami. Aż strach myśleć...

Ludzie w Bieszczadach coraz częściej spotykają się z tak agresywnym zachowaniem wilków. To jakby powrot do czasów wilkołaków, do zamierzchłej przeszłości. A przecież jest XXI wiek. – Tu jest, wulgaryzm, więcej wilków niż ludzi – mówi bez ogródek Heniek, pilnujący owiec pod Wetliną. – Zimą wchodzą do wsi i zjadają psy. – Podszedł do pilarza na metr – dodaje Piotr Augustyn, który z psami, przez wilki, nie spał całą ostatnią noc. – Ten odpalił piłę, a zwierzak się nie bał.

– Chyba każdy gospodarz, który hoduje owce, miał takie spotkanie – przyznaje Hubert Fedyń z Państwowej Straży łowieckiej. Fedyń każdego dnia jeździ do rolników i szacuje szkody wyrządzone przez drapieżniki. – Nam też pięć wilków wyszło na szosę. Trąbiliśmy, a one miały nas w głębokim poważaniu. Ludzie do nich nie strzelają, więc się już nie boją.

Dydakowie przez 20 lat odpierali ataki wilków na owce, ale w tym roku już nie wytrzymują nerwowo. Bo wilki łakomie zaczęły patrzeć na ludzi. A ci na obronę przeciw nim mają tylko petardy, kostury, widły i psy. Ale psy Dydaków – Misiek i Kama – dostały już lekcję od wilków i gdy wyczują zagrożenie, pierwsze uciekają do domu. – Dniami i nocami jestem przy owcach, przeziębiłem się kilka razy, na lekarzy i antybiotyki wydałem więcej pieniędzy, niż dostałem odszkodowania za wilcze szkody – denerwuje się Dydak, podnosząc lornetkę do oczu. – Owce zbiegły na dół! Coś tam się ruszyło! Chyba znowu przyszły...

Gospodarz chwyta widły, sprawdza, czy ma petardy i rusza pod las. – Wilka chroni się ale człowieka nie – dyszy Dydak. – Gdy wystąpiłem o pozwolenie na broń myśliwską i szczerze napisałem, że do obrony przed wilkami, to mi odmówiono. Alarm nie był fałszywy. Owce dobiegły do szosy, a z dwóch psów tylko większy, owczarek podhalański, towarzyszył Dydakowi. Drugi podkulił ogon i uciekł. Choć jeszcze daleko do końca dnia, Dydak woli nie ryzykować. Zapędza owce do zagrody przy domu. I choć na łące nie ma już zwierząt, wciąż spogląda na wzgórze. – Sama głowa leci w tamtą stronę – złości się na siebie.



O jednego za dużo

Ile dokładnie wilków żyje w Bieszczadach, tego nikt nie wie. Dwieście, trzysta, a może czterysta? Operowanie różnymi danymi jest efektem stosowania rozmaitych metod ich liczenia. Ekolodzy liczą tropy, leśnicy opierają się na obserwacjach watah, a naukowcy łączą obie te metody i śledzą je dzięki elektronicznym czipom w obrożach pojmanych osobników. – Nie mam nic przeciwko wilkom – twierdzi Jerzy Waszczyszyn z nachodzonego przez watahę Bandrowa. – Byle nie było ich za dużo. Na Ukrainę jak wilk pójdzie, to nie wróci. Chyba że jako pokrowiec w samochodzie. Na Słowacji też jest odstrzał. Tylko u nas mają raj.

W gminie Czarne na pewno jest już o jednego wilka za dużo. W ubiegłym tygodniu minister środowiska wydał zgodę na jego odstrzał. Jest z watahy Stebnik, która poluje ze wzgórza między wsiami Rabe i Bandrów. Wszyscy mają nadzieję, że będzie to ten sam, który zaatakował dzieci Antoniego Dydaka. – Bywało, że wilki przychodziły do stada trzy razy jednego dnia – mówi Dydak, nie mogąc doczekać się dnia rewanżu. – Bo jak wilk spróbuje mięsa owcy, to już nie ma rady. Musi wrócić.

Jak obóz koncentracyjny

Dydakowie swoje gospodarstwo grodzą niczym obóz koncentracyjny. Wysokim na dwa metry drucianym płotem. Ale to wilka, który ich nachodzi, nie zniechęca. – Owce często kładą się przy ogrodzeniu, a taki potrafi podejść i wyrwać z niej tyle, ile się da – mówi Dydak. – Nogę, łopatkę. Kiedyś chciał przeciągnąć całą przez oko siatki, ale mu się nie udało. Nie przeszła jej głowa i tyle nam z niej zostało. Innym razem przesadził dwumetrowe ogrodzenie i zadusił kilka sztuk. Gdy wybiegliśmy je ratować, tylko się na nas spojrzał i bez pośpiechu, tą samą drogą przez wysoki płot, wrócił do lasu. To strach, gdy ma się do czynienia z tak śmiałą bestią.

– Z roku na rok odnotowujemy wzrost ataków wilków na zwierzęta gospodarskie – przyznaje Robert Nowakowski, główny specjalista w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim. – W 1999 roku wilki zabiły 103 owce, w zeszłym 242, a w tym roku, tylko do września, hodowcy zgłosili już 174 udane ataki na ich stada.

Ryszard Król, rolnik z Rabego, przez cały rok miał szczęście. Aż do niedzieli. Gdy naukowiec z Polskiej Akademii Nauk Roman Gula, monitorujący przemieszczanie się watahy, dzwonił od gospodarza do gospodarza i ostrzegał, że wilki podchodzą pod wieś i trzeba spędzić owce, akurat nie było go w domu. Wataha pożarła trzy sztuki. – Możemy panu za nie dać 1350 złotych – mówi Hubert Fedyń ze Straży łowieckiej, pokazując tabele, na których podstawie wyliczył szkody wyrządzone przez wilki. – Ale i tak będę stratny, bo na wiosnę urodziłyby jagnięta – powstrzymuje łzy Król. – Miałem 70 sztuk, część sprzedałem, zostawiając sobie najlepszych 43. Teraz mam 40.

Dwaj strażnicy nie kończą jeszcze spisywać protokołu, gdy dzwoni do nich telefon. – Kolejna owca, w Wańkowej – mówi Piotr Adamiec. Szybko wsiadają do samochodu i jadą. Telefon znowu dzwoni. – To jest klasyczny atak wilka – mówi Fedyń, robiąc zdjęcia owcy. – Atak na kark i gardło, wyjedzone wnętrzności i pogruchotane żebra. Strażnicy obchodzą teren. Szukają tropów, patrzą, gdzie jest sierść owcy. – Prawdopodobnie to były dwa wilki – analizuje Adamiec. – Jeden rozbił stado, a drugi zaatakował tę, która się odłączyła. Gdyby nie wpadła w las, mogłyby zabić więcej, a tak rzuciły się na pewną ofiarę.

W Bieszczadach już dawno padł mit wilka selekcjonera – drapieżnika eliminującego najsłabsze sztuki. Tak samo nie ma w Bieszczadach już problemu ze zdziczałymi psami. Wilki je zjadły co do jednego. – Wilki zawsze wybierają te najsilniejsze i najzdrowsze sztuki, przynajmniej jeśli chodzi o owce – mówi Roman Gula, naukowiec Polskiej Akademii Nauk, badający zwyczaje wilków. – Ale pogląd, że wilki wyspecjalizowały się w zabijaniu owiec też jest błędny. One po prostu mają na swym terenie owce i włączyły je do jadłospisu. Gula obserwuje zachowanie czterech watah z rejonu Ustrzyk Dolnych. W związku z coraz groźniejszymi atakami watahy Stebnik, teraz praktycznie depcze jej po piętach. – Od ponad dwóch lat wiemy o prawie każdym jej kroku – mówi Gula. – Wadera (samica wilka), którą nazwaliśmy Ronia, nosi nasz nadajnik. Namierzamy ją z odległości trzech kilometrów i czasami udaje nam się ostrzec gospodarzy przed zbliżającymi się wilkami.


Powinna być redukcja

Roman Gula bada wędrówki wilków, sprawdza co jedzą, jak się rozmnażają. – Jest ich coraz więcej i choć mamy ustawę chroniącą wilki, prawdopodobnie nie uniknie się redukcji ich liczebności – twierdzi Gula. Podobnego zdania jest biolog i obrońca przyrody Wojciech Śmietana, zaszyty w Suchych Rzekach. Już kilka lat temu opracował plan ochrony wilków, według którego byłyby one w pełni chronione w dzikich ostępach bieszczadzkich lasów, natomiast na terenach zurbanizowanych (w okolicy Krosna i Sanoka) dopuszczalne byłoby zabicie kilku osobników rocznie.

– Wilki miały w Polsce dużą akceptację społeczną, a tu żyły między ludźmi – mówi Gula. – Jednak nastąpiło zachwianie równowagi. Zredukowano jelenie, wprowadzono ochronę wilka, a rolnicy dostali dotację do hodowli owiec. Wilki zaczęły więc polować na owce, tak jak my robimy zakupy w supermarketach. To dla nich łatwy łup i łakomy kąsek. Wyraźnie przy tym wzrasta przeżywalność wilczych szczeniąt.

Roman Gula jest nie mniej sfrustrowany niż gospodarze ponoszący straty przez wilki. Chciałby, aby jego badania były wykorzystywane w praktyce. – Sytuacja powinna być monitorowana, ale tu na miejscu, a nie w Warszawie, gdzie decyzje dotyczące wilków podejmowane są zazwyczaj pod wpływem politycznych nacisków – mówi Gula. – O watasze Stebnik wiem właściwie wszystko. Mam nadzieję, że w jakiś sposób będę mógł mieć wpływ na odstrzał tego jednego agresywnego wilka. Nie wiem, czy myśliwi upolują akurat tego samca, który powoduje szkody wśród zwierząt gospodarskich, ale mam przynajmniej nadzieję, że nie będzie to Ronia nosząca naszą obrożę.

Zezwolenie na odstrzał wilka jest ważne tylko do końca sezonu wypasów owiec, czyli praktycznie do pierwszego śniegu. A to może być już za miesiąc. I jest jeszcze jedno utrudnienie. Odstrzału można dokonać na łąkach i pastwiskach, ale nie w lesie. Odstrzał wilka w gminie Czarna nie będzie tzw. dewizowym. Myśliwy lub myśliwi zostaną wytypowani prawdopodobnie z Koła łowieckiego „Żbik” w Ustrzykach Dolnych.

Ale miejscowi wiedzą, że polowanie nie będzie łatwe. – Wilka nie upilnujesz – tłumaczy Dydak. – To wilk pilnuje człowieka. Jednak dla Antoniego Dydaka decyzja ministra środowiska jest dobrą wiadomością. – Sam bym chętnie na tego wilka zapolował, a jak trzeba będzie to poświęcę jeszcze jakąś owcę, żeby ci myśliwi go dopadli – mówi Dydak. – Jeżeli jeden wilk zginie, może reszta się przestraszy i przestanie chodzić na nasze łąki jak do restauracji. Nie jestem przeciw wilkom, ale musi być uruchomiony jakiś plan, regulujący ich populację. Bo jak nie ma na wilka kary, to nic z tego dobrego nie będzie...

Roman Gula, ze stacji badawczej PAN

w Ustrzykach Dolnych: Nie jestem zwolennikiem tylko selektywnego odstrzału niebezpieczniejszych osobników. Rozwiązaniem może być stała regulacja ich liczebności. Po prostu w niektórych rejonach jest ich więcej niż być powinno.

Robert Mysłajek, wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury „WILK”:

Nie znam tego konkretnego przypadku, ale nie sądzę, aby nastąpiła wielka zmiana w zachowaniu wilków. Jednak jeżeli jakiś wilk stwarza większe zagrożenie, to powinno się go eliminować. Jest to korzystne i dla ludzi i dla ochrony gatunku. Taki wilk może przenosić chore lub niepożądane cechy na inne osobniki, a poza tym sprawi, że zmieni się nastawienie społeczeństwa do wszystkich wilków.

Urząd czuwa

Joanna Budzaj, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego: Wilki w Polsce są stale monitorowane, rolnikom płacone odszkodowania, a w sytuacjach nadzwyczajnych, w przypadku zagrożenia dla ludzi, choćby ze strony wściekłego wilka z Polany, została szybko podjęta decyzja o odstrzale. Wilki są bowiem pod ochroną i nasza polityka jest taka, by nie dopuścić, żeby każdy kto chce, mógł do nich strzelać. Natura ma jednak swoje określone prawa i kłopotów z wilkami wyeliminować się po prostu nie da.

Pozdrawiam, mab1978.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 14 października 2004, 22:29 
Offline
Generał Brygady
Generał Brygady

Dołączył(a): sobota, 19 czerwca 2004, 18:15
Posty: 727
Lokalizacja: Mazowsze
Hehe... nie przesadzajmy... :D Ojciec mojego najlepszego kolegi jest myśliwym, a dotego posiada 2 wykrywacze (jeden mi czasem pożycza :D ). Strzela poluje lubi pić... Ale mając zezwolenie na broń może trzymać se nierozbrojonego Mauserka na ścianie i błękitne berety :cop mu nic nie zrobią.... Zresztą... bardzo dużo myśliwych, których niestać na dubeltówki kupuje Mosiny i Mausery, z których walą do zwierzyny...

pozdrawiam M40


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 14 października 2004, 23:25 
Offline
Porucznik
Porucznik

Dołączył(a): sobota, 15 maja 2004, 20:12
Posty: 346
Lokalizacja: Danzig/Thorn
Strzelanie do kogokolwiek z wyjatkiem polityków..........osobiscie uważam za zbrodnie.............
Do niewinnych sie ku(ch)rwa nie strzela, i nie wazne czy to pies lesniczy dzik czy kopacz dołów
Jestem zbulwersowany

GO VEGETARIAN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

DYWIZJA............


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 15 października 2004, 08:57 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): środa, 7 stycznia 2004, 23:45
Posty: 516
Lokalizacja: S.Lake Tahoe
Szary Wilk - jesteś moim guru !!! Zgadzam się z tobą całkowicie w tej kwestii i popieram - myślistwo to zabijanie w świetle "hobby" i zaspokojenie własnych ambicji - zawsze uważałem że myśliwi powinni na siebie polować - byly by bardziej wyrównane szanse

nie skończyłem .. ani leśnictwa.. ani wterynarii.. - mieszkam za to w Nevadzie - stanie gdzie jest ogromna ilość mysliwych i broni - większość z nich to klasyczne rednecki którzy uwielbiają deer hunting... a jak nie ma Jeleni - no cóż najlepeij postrzelać do zajęcy - których są tysiące.. - dlaczego ??? bo jakiś czas temu wszystkie naturalne drapieżniki zostały odstrzelone - to jest świetna wymówka dla nowej fali zabijania - moze to nei to samo zastrzelić jakiegoś gryzonia co wilka... - ale za to jak ich ustrzelisz 100 - to teś jest powód do dumy..
a wygląda to tak - na pole uprawne.. po zmroku podjeżdżają 2-3 trucki - na zgaszonych światłach.. - mysliwi sie szykują - tzn łądują M16 z celownikami optycznymi... - potem w tym samym momencie zapalają długie światła na truckach - szaraki którym ktoś przerwał pałaszowanie upraw - patrzą w te lampy jak zachipnotyzowane - a mysliwi tylko celuja między dwa błyszczace slepia..

ot taka odskocznia dla nich przed wyjazdem na jelenia....

myśliwstwo i mysliwi - sucks - znam tez myśliwych w polsce - dwóch.. - obaj przyznali że polowali poza sezonem - u jednego znich zostałem nawet dziczyzną poczestowany...

zabijanie dla przyjemność i nazywanie tego hobby - to jest po prostu chore... i nic tego nie usprawiedliwia - ot zwykła cheć podbudowania ego - ... - chcą zabijać - do iraku niech jadą
Mab - szanuje cię jako kolekcjonera - znam Twoje aukcje.. posty... ale nikt i nigdy mi niewmówi że zbieranie znaczków i zabijanie - to takie samo hobby -ba.. słowo hobby - jest absolutnie nieadekwatne dla zabijania.
pozdrawiam

a co do karmików.. pasników.. żubrów- to czemu lesnicy tego nie mogą robić ? czy słowo mysliwy musi iść z tym w parze ?? po co ??? po co wieszanie porozy ?? - też ma to pomóc żubrom - wieszanie poroży równa się z duma i bałwochwalstwem - "o takiego zabiłem" - to też ekologia ???


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 15 października 2004, 09:27 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): czwartek, 27 czerwca 2002, 00:00
Posty: 508
Lokalizacja: Warszawa
hihi jestem zaskoczony... czy nikt z Was, szanowni przedmówcy nie przeczytał tekstu, który wkleiłem?
Jeśli nie to napisze w skrócie... wilki przestaja bać się ludzi i stają się dla nich groźne!!! Wypowiadają się wszytskie strony "wilczego konfliktu" i dochodza do wniosku, że redukcja czyli odstrzał jest konieczna!!!!
Polcam lekturę tego tekstu. Moim zdaniem jest bardzo wyważony i obiektywny.

Pozdrawiam, mab1978.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 15 października 2004, 10:01 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): sobota, 18 stycznia 2003, 01:00
Posty: 762
Lokalizacja: podkarpacie
Witam
Ostatnio "Planete" emitowała kilkakrotnie reportaż na temat sytuacji wilków w Bieszczadach. Bardzo ciekawy film. Polecam. Zarówno "ekologom" jak i myśliwym. Ostrzegam - może się zdarzyć że po obejrzeniu porozrywanych jagniąt niektórym może obiad nie smakować.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 84 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: chojrak i 30 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL