Przypominam ten temat i dedykuję ten tekst wszystkim bezkrytycznym "ekologom" i "zielonym" a w szczególności Szaremu Wilkowi :D
http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITE ... 94&KAT=241
Wilczy horror w Bieszczadach
Człowiek, gatunek niechroniony
Wilki atakują ludzi. W Polsce. W XXI wieku. – Przekroczyły granicę strachu przed człowiekiem – mówi Antoni Dydak, hodowca owiec z Bieszczadów. – Kiedyś bałem się tylko o swoje zwierzęta. Teraz drżę o własne życie.
ANDRZEJ CHYLIŃSKI 2004-10-13
Podszedł bezszelestnie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd. Przenikliwym spojrzeniem sparaliżował ofiarę. Zastygła w przerażeniu. Śmiertelny strach trwał kilka sekund, do chwili, gdy ostre jak brzytwy kły zmiażdżyły jej kręgosłup i rozerwały gardło na strzępy. Ale wilkowi było za mało krwi. Gdy na pomoc zaaatkowanemu stadu owiec rzucili się ludzie, wilk spokojnie czekał. To było wyzwanie rzucone człowiekowi. Odwiecznemu wrogowi, którego wilk już się się nie boi. Od tej pory to człowiek musi się bać jego – władcy bieszczadzkich lasów...
Człowiek, gatunek niechroniony
Ostatnie tygodnie były ciężkie dla Antoniego Dydaka. Wilki nie tylko zabiły mu kilkanaście owiec, ale zaatakowały jego córkę i syna. W biały dzień. – Syn Andrzej wracał z Ustrzyk i zobaczył, jak wilk lezie do naszych owiec – opowiada Antoni. – Trąbił od drogi. Gdy dojechał do niego samochodem, ten już leżał na owcy. Dzieliło ich półtora metra, ale wilk nie uciekał. Przeciwnie, wystartował do niego z zębami!
Nie upłynęło wiele czasu, oko w oko z wilkiem stanęła córka Dydaka. – Tym razem z lasu wyskoczyły dwa wilki – mówi Renata. – Podjechałam do nich z mężem. Muzykę włączyliśmy na cały regulator, trąbiliśmy, a one nic. Gdy Michał pobiegł odganiać tego większego, co był już na owcy, ten mniejszy ruszył na mnie. Dobrze, że nie odeszłam daleko od samochodu i zdążyłam się schować. Zakręciłam szyby i włączyłam silnik. Ten tylko podszedł do auta i wyszczerzył zęby. – Gdybym miała dzieci i wysyłała je do owiec, jak to robią inni, to by je wilk zagryzł – cicho dodaje Grażyna Dydak, żona Antoniego. – Nasz sąsiad ma takie małe dzieci. Bawią się tuż obok naszej łąki z owcami. Aż strach myśleć...
Ludzie w Bieszczadach coraz częściej spotykają się z tak agresywnym zachowaniem wilków. To jakby powrot do czasów wilkołaków, do zamierzchłej przeszłości. A przecież jest XXI wiek. – Tu jest,
wulgaryzm, więcej wilków niż ludzi – mówi bez ogródek Heniek, pilnujący owiec pod Wetliną. – Zimą wchodzą do wsi i zjadają psy. – Podszedł do pilarza na metr – dodaje Piotr Augustyn, który z psami, przez wilki, nie spał całą ostatnią noc. – Ten odpalił piłę, a zwierzak się nie bał.
– Chyba każdy gospodarz, który hoduje owce, miał takie spotkanie – przyznaje Hubert Fedyń z Państwowej Straży łowieckiej. Fedyń każdego dnia jeździ do rolników i szacuje szkody wyrządzone przez drapieżniki. – Nam też pięć wilków wyszło na szosę. Trąbiliśmy, a one miały nas w głębokim poważaniu. Ludzie do nich nie strzelają, więc się już nie boją.
Dydakowie przez 20 lat odpierali ataki wilków na owce, ale w tym roku już nie wytrzymują nerwowo. Bo wilki łakomie zaczęły patrzeć na ludzi. A ci na obronę przeciw nim mają tylko petardy, kostury, widły i psy. Ale psy Dydaków – Misiek i Kama – dostały już lekcję od wilków i gdy wyczują zagrożenie, pierwsze uciekają do domu. – Dniami i nocami jestem przy owcach, przeziębiłem się kilka razy, na lekarzy i antybiotyki wydałem więcej pieniędzy, niż dostałem odszkodowania za wilcze szkody – denerwuje się Dydak, podnosząc lornetkę do oczu. – Owce zbiegły na dół! Coś tam się ruszyło! Chyba znowu przyszły...
Gospodarz chwyta widły, sprawdza, czy ma petardy i rusza pod las. – Wilka chroni się ale człowieka nie – dyszy Dydak. – Gdy wystąpiłem o pozwolenie na broń myśliwską i szczerze napisałem, że do obrony przed wilkami, to mi odmówiono. Alarm nie był fałszywy. Owce dobiegły do szosy, a z dwóch psów tylko większy, owczarek podhalański, towarzyszył Dydakowi. Drugi podkulił ogon i uciekł. Choć jeszcze daleko do końca dnia, Dydak woli nie ryzykować. Zapędza owce do zagrody przy domu. I choć na łące nie ma już zwierząt, wciąż spogląda na wzgórze. – Sama głowa leci w tamtą stronę – złości się na siebie.
O jednego za dużo
Ile dokładnie wilków żyje w Bieszczadach, tego nikt nie wie. Dwieście, trzysta, a może czterysta? Operowanie różnymi danymi jest efektem stosowania rozmaitych metod ich liczenia. Ekolodzy liczą tropy, leśnicy opierają się na obserwacjach watah, a naukowcy łączą obie te metody i śledzą je dzięki elektronicznym czipom w obrożach pojmanych osobników. – Nie mam nic przeciwko wilkom – twierdzi Jerzy Waszczyszyn z nachodzonego przez watahę Bandrowa. – Byle nie było ich za dużo. Na Ukrainę jak wilk pójdzie, to nie wróci. Chyba że jako pokrowiec w samochodzie. Na Słowacji też jest odstrzał. Tylko u nas mają raj.
W gminie Czarne na pewno jest już o jednego wilka za dużo. W ubiegłym tygodniu minister środowiska wydał zgodę na jego odstrzał. Jest z watahy Stebnik, która poluje ze wzgórza między wsiami Rabe i Bandrów. Wszyscy mają nadzieję, że będzie to ten sam, który zaatakował dzieci Antoniego Dydaka. – Bywało, że wilki przychodziły do stada trzy razy jednego dnia – mówi Dydak, nie mogąc doczekać się dnia rewanżu. – Bo jak wilk spróbuje mięsa owcy, to już nie ma rady. Musi wrócić.
Jak obóz koncentracyjny
Dydakowie swoje gospodarstwo grodzą niczym obóz koncentracyjny. Wysokim na dwa metry drucianym płotem. Ale to wilka, który ich nachodzi, nie zniechęca. – Owce często kładą się przy ogrodzeniu, a taki potrafi podejść i wyrwać z niej tyle, ile się da – mówi Dydak. – Nogę, łopatkę. Kiedyś chciał przeciągnąć całą przez oko siatki, ale mu się nie udało. Nie przeszła jej głowa i tyle nam z niej zostało. Innym razem przesadził dwumetrowe ogrodzenie i zadusił kilka sztuk. Gdy wybiegliśmy je ratować, tylko się na nas spojrzał i bez pośpiechu, tą samą drogą przez wysoki płot, wrócił do lasu. To strach, gdy ma się do czynienia z tak śmiałą bestią.
– Z roku na rok odnotowujemy wzrost ataków wilków na zwierzęta gospodarskie – przyznaje Robert Nowakowski, główny specjalista w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim. – W 1999 roku wilki zabiły 103 owce, w zeszłym 242, a w tym roku, tylko do września, hodowcy zgłosili już 174 udane ataki na ich stada.
Ryszard Król, rolnik z Rabego, przez cały rok miał szczęście. Aż do niedzieli. Gdy naukowiec z Polskiej Akademii Nauk Roman Gula, monitorujący przemieszczanie się watahy, dzwonił od gospodarza do gospodarza i ostrzegał, że wilki podchodzą pod wieś i trzeba spędzić owce, akurat nie było go w domu. Wataha pożarła trzy sztuki. – Możemy panu za nie dać 1350 złotych – mówi Hubert Fedyń ze Straży łowieckiej, pokazując tabele, na których podstawie wyliczył szkody wyrządzone przez wilki. – Ale i tak będę stratny, bo na wiosnę urodziłyby jagnięta – powstrzymuje łzy Król. – Miałem 70 sztuk, część sprzedałem, zostawiając sobie najlepszych 43. Teraz mam 40.
Dwaj strażnicy nie kończą jeszcze spisywać protokołu, gdy dzwoni do nich telefon. – Kolejna owca, w Wańkowej – mówi Piotr Adamiec. Szybko wsiadają do samochodu i jadą. Telefon znowu dzwoni. – To jest klasyczny atak wilka – mówi Fedyń, robiąc zdjęcia owcy. – Atak na kark i gardło, wyjedzone wnętrzności i pogruchotane żebra. Strażnicy obchodzą teren. Szukają tropów, patrzą, gdzie jest sierść owcy. – Prawdopodobnie to były dwa wilki – analizuje Adamiec. – Jeden rozbił stado, a drugi zaatakował tę, która się odłączyła. Gdyby nie wpadła w las, mogłyby zabić więcej, a tak rzuciły się na pewną ofiarę.
W Bieszczadach już dawno padł mit wilka selekcjonera – drapieżnika eliminującego najsłabsze sztuki. Tak samo nie ma w Bieszczadach już problemu ze zdziczałymi psami. Wilki je zjadły co do jednego. – Wilki zawsze wybierają te najsilniejsze i najzdrowsze sztuki, przynajmniej jeśli chodzi o owce – mówi Roman Gula, naukowiec Polskiej Akademii Nauk, badający zwyczaje wilków. – Ale pogląd, że wilki wyspecjalizowały się w zabijaniu owiec też jest błędny. One po prostu mają na swym terenie owce i włączyły je do jadłospisu. Gula obserwuje zachowanie czterech watah z rejonu Ustrzyk Dolnych. W związku z coraz groźniejszymi atakami watahy Stebnik, teraz praktycznie depcze jej po piętach. – Od ponad dwóch lat wiemy o prawie każdym jej kroku – mówi Gula. – Wadera (samica wilka), którą nazwaliśmy Ronia, nosi nasz nadajnik. Namierzamy ją z odległości trzech kilometrów i czasami udaje nam się ostrzec gospodarzy przed zbliżającymi się wilkami.
Powinna być redukcja
Roman Gula bada wędrówki wilków, sprawdza co jedzą, jak się rozmnażają. – Jest ich coraz więcej i choć mamy ustawę chroniącą wilki, prawdopodobnie nie uniknie się redukcji ich liczebności – twierdzi Gula. Podobnego zdania jest biolog i obrońca przyrody Wojciech Śmietana, zaszyty w Suchych Rzekach. Już kilka lat temu opracował plan ochrony wilków, według którego byłyby one w pełni chronione w dzikich ostępach bieszczadzkich lasów, natomiast na terenach zurbanizowanych (w okolicy Krosna i Sanoka) dopuszczalne byłoby zabicie kilku osobników rocznie.
– Wilki miały w Polsce dużą akceptację społeczną, a tu żyły między ludźmi – mówi Gula. – Jednak nastąpiło zachwianie równowagi. Zredukowano jelenie, wprowadzono ochronę wilka, a rolnicy dostali dotację do hodowli owiec. Wilki zaczęły więc polować na owce, tak jak my robimy zakupy w supermarketach. To dla nich łatwy łup i łakomy kąsek. Wyraźnie przy tym wzrasta przeżywalność wilczych szczeniąt.
Roman Gula jest nie mniej sfrustrowany niż gospodarze ponoszący straty przez wilki. Chciałby, aby jego badania były wykorzystywane w praktyce. – Sytuacja powinna być monitorowana, ale tu na miejscu, a nie w Warszawie, gdzie decyzje dotyczące wilków podejmowane są zazwyczaj pod wpływem politycznych nacisków – mówi Gula. – O watasze Stebnik wiem właściwie wszystko. Mam nadzieję, że w jakiś sposób będę mógł mieć wpływ na odstrzał tego jednego agresywnego wilka. Nie wiem, czy myśliwi upolują akurat tego samca, który powoduje szkody wśród zwierząt gospodarskich, ale mam przynajmniej nadzieję, że nie będzie to Ronia nosząca naszą obrożę.
Zezwolenie na odstrzał wilka jest ważne tylko do końca sezonu wypasów owiec, czyli praktycznie do pierwszego śniegu. A to może być już za miesiąc. I jest jeszcze jedno utrudnienie. Odstrzału można dokonać na łąkach i pastwiskach, ale nie w lesie. Odstrzał wilka w gminie Czarna nie będzie tzw. dewizowym. Myśliwy lub myśliwi zostaną wytypowani prawdopodobnie z Koła łowieckiego „Żbik” w Ustrzykach Dolnych.
Ale miejscowi wiedzą, że polowanie nie będzie łatwe. – Wilka nie upilnujesz – tłumaczy Dydak. – To wilk pilnuje człowieka. Jednak dla Antoniego Dydaka decyzja ministra środowiska jest dobrą wiadomością. – Sam bym chętnie na tego wilka zapolował, a jak trzeba będzie to poświęcę jeszcze jakąś owcę, żeby ci myśliwi go dopadli – mówi Dydak. – Jeżeli jeden wilk zginie, może reszta się przestraszy i przestanie chodzić na nasze łąki jak do restauracji. Nie jestem przeciw wilkom, ale musi być uruchomiony jakiś plan, regulujący ich populację. Bo jak nie ma na wilka kary, to nic z tego dobrego nie będzie...
Roman Gula, ze stacji badawczej PAN
w Ustrzykach Dolnych: Nie jestem zwolennikiem tylko selektywnego odstrzału niebezpieczniejszych osobników. Rozwiązaniem może być stała regulacja ich liczebności. Po prostu w niektórych rejonach jest ich więcej niż być powinno.
Robert Mysłajek, wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury „WILK”:
Nie znam tego konkretnego przypadku, ale nie sądzę, aby nastąpiła wielka zmiana w zachowaniu wilków. Jednak jeżeli jakiś wilk stwarza większe zagrożenie, to powinno się go eliminować. Jest to korzystne i dla ludzi i dla ochrony gatunku. Taki wilk może przenosić chore lub niepożądane cechy na inne osobniki, a poza tym sprawi, że zmieni się nastawienie społeczeństwa do wszystkich wilków.
Urząd czuwa
Joanna Budzaj, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego: Wilki w Polsce są stale monitorowane, rolnikom płacone odszkodowania, a w sytuacjach nadzwyczajnych, w przypadku zagrożenia dla ludzi, choćby ze strony wściekłego wilka z Polany, została szybko podjęta decyzja o odstrzale. Wilki są bowiem pod ochroną i nasza polityka jest taka, by nie dopuścić, żeby każdy kto chce, mógł do nich strzelać. Natura ma jednak swoje określone prawa i kłopotów z wilkami wyeliminować się po prostu nie da.
Pozdrawiam, mab1978.