bolas napisał(a):
Ja wyznaje zasadę, że jeżeli coś jest napisane zgodne z ogólnie pojętymi kanonami ikonograficznymi to można to kupić. Natomiast od czasu do czasu spotyka się koszmarne potworki, które niestety nie da się zakwalifikować pod hasłem ikona. Nie przekonują mnie też zupełnie łacińskie niby-ikony pisane niegdyś i współcześnie.
Witam
Polemizowałbym z Kolegą ... Niby-ikony, jak je nazwałeś, można znaleźć np. w kaplicy zamku lubelskiego, pisane dawniej, bo za Jagiełły;) Zresztą jego samego, Jagiełłę Władysława, też tamże przedstawiono. Trochę żartuję, wiem, że piszesz o czymś zupełnie innym, ale różnice pomiędzy ikonami zależnie od regionu są niekiedy ogromne, co może troszeczkę wprawić w zakłopotanie kogoś nieobeznanego w temacie. Kanon faktycznie jest jeden i jest sztywny, dyktuje nie tylko, jak która postać ma być pisana, w jakiej pozie, szatach i z jakimi atrybutami, ale też i jakie mają być proporcje i perspektywa np. architektury. Na tym poziomie stare kościoły chrześcijańskie mają wspólne korzenie- bizantyjskie. Dużo sie zmieniło od tej pory, pomijając okres obrazoburczy, okres renesansu w katolicyzmie zatarł już ewidentnie wcześniejszy styl w malarstwie sakralnym. Wiek natomiast XIX zdemolował malarstwo kościoła wschodniego, odcisnął wyraźne piętno na ikonach grekokatolickich i pochodzących z terenów dzisiejszej Ukrainy( co zresztą widać na wklejonych przez Kolegów fotkach!). Poza tzw. ikonami szkolnymi, powstałymi w znanych ośrodkach lub znakomitych warsztatach Rosji, odstępstwa od ortodoksyjnych wyobrażeń są znaczne( vide Bojkowie, Łemkowie), mamy poza tym i tzw.ikony wiejskie, a i same wcześniej wspomniane warsztaty nie oparły się wpływom i przyjęły naleciałości zachodnioeuropejskie. Wreszcie: były ikony pisane na płótnie naciągniętym na drewno, a także na blasze i nie przestały przez to być ikonami, choć nie miały typowego podobrazia. Temat jest przeogromny, rodzimej literatury niezbyt wiele. Godna polecenia jest książka J. Giemzy " O sztuce sakralnej Przemyskiej Eparchii", która jest rewelacyjnym kompendium wiedzy o ikonach. Bardzo przejrzysta, wręcz leksykon, wg mnie elementarz.
Ponieważ pogoda jest jeszcze w miarę do jeżdżenia i zwiedzania, polecam odwiedzenie muzeów w Sanoku, zwłaszcza tamtejszego skansenu, Łańcucie, Lublinie( kaplica zamkowa), Supraślu. Każde posiada kilkutysięczny zbiór, włącznie z XVIwiecznymi " deseczkami". Jeśli widok ikony robi na kimś wrażenie, zaręczam, że po zwiedzeniu którejkolwiek ekspozycji, wyjdzie stamtąd na miękkich nogach, o ile wcześniej nie padnie z wrażenia;)
Pozdrawiam, T.