|
Trochę zabawnie czyta się te lamenty w tym temacie.
Z jednej strony strasznie martwicie się losem tego sklepu, że spadną mu obroty i w ogóle ;)
Z drugiej nie brakuje specjalistów od rynku, którzy dobrze wiedzą na co może, a na co nie może pozwolić sobie sklep, w danej sytuacji.
Ostatnio, jak ktoś dał ogłoszenie w dziale giełda, na forum mojego osiedla, 2000zł (słownie, dwa tysiące złotych) za wynajem kawalerki wielkości 30m2, to nagle pojawiło sie mnusto osób z sarkazmem pytających, czy z okna widać palmy i ocean, albo co jeszcze wynajmujący dorzuca do mieszkania. Komentarze nic nie wniosły, a rynek sam zweryfikował cenę, która zmalała o, i tu uwaga, 50zł (pięćdziesiąt nie pięćset), czyli ostateczna kwota to 1950zł za wynajem co miesiąc.
Skoro mamy gospodarkę wolnorynkową, to skąd ten lament? Jak dolar był niski, to wszyscy mówili, że teraz to warto ściągać z USA, teraz wszyscy mówią, że ceny tak wysokie, że warto ściągać z USA... a rynek sam weryfikuje, czy kto przetrwa a kogo puści w skarpetkach.
Ja bynajmniej nikogo nie bronię, sam chciałbym za jak najmniej kupić jak najwięcej, tym bardziej, że póki studiów nie skończę, nie cierpię na nadmiar gotówki.
Ale te narzekania, na dodatek nie wiadomo do kogo skierowane, chyba "w powietrze" nie różnią się wiele, niż narzekania, że doba ma tylko 24h. a dzień w zimę jest krótszy.
Przecież wszystkie karty są na stole. Można albo kupić, albo sprowadzić, albo nie kupić i nic nie zrobić, albo samemu założyć konkurencję. Na czym więc trudność polega?
Może na tym, że ma się samemu do siebie żal, że się nie kupiło, kiedy warunki były sprzyjające i teraz ciężko to przed sobą przyznać?
Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma - powiedział Żołnierz Armii Czerwonej ;)
|