|
Witam
Czytam, czytam i staram się znaleźć środek
ciężkości, jakąś oś tej dyskusji. Trudno mi ją
uchwycić, bo obydwie strony posługują się
absolutnie różnym sposobem argumentowania,
i te metody jakby się rozmijają... To tak,
jakby ktoś namalował obraz, a ktoś inny w
odpowiedzi napisał polemiczną symfonię,
albo wykonał taniec sprzeciwu. Niby obydwie
strony sporu mają kontrargumenty, ale
jakoś do siebie nie przystające.
W tej dyskusji bliżej mi do "Obozu
Świeżynki", ale rozumiem też skąd wypływają
argumenty grupy jego adwersarzy. Nie bez
znaczenia jest tu też fakt, że pochodzą oni
z tzw. Ziem Zachodnich...
Myślę jednak, że błąd w dyskusji (w jej
warstwie komunikacyjnej) polega na
tym, że próbujemy oceniać narody jako
całe zbiorowości, zamiast oceniać
pojedynczych ludzi. Pewnie znajdą się i
tacy Niemcy, którzy potrafią się dogadać
z obecnymi, polskimi gospodarzami. No, ale
to tak nie bulwersuje, jak (znane również
mnie) przypadki nocnej rewindykacji ;)
majątków na tzw. wydrę i z tego powodu
takie pozytywne przypadki nie są tak
nagłaśniane.
Ktoś pisze, że Niemcy są naszymi wrogami.
Owszem, byli nimi do 1945 r., a później
byli narodem pokonanym i podbitym. I tak
jest do dziś (chyba że wygrali jeszcze
jedną wojnę, o której nie wiem).
A co do dobrobytu Niemców, to jest on
wynikiem skwapliwego wykorzystania
planu (odbudowy gospodarczej) Marshalla.
Zdecydował w zasadzie przypadek. Załapali
się na plan Marshalla ci, którzy znaleźli
się w strefie okupacyjnej aliantów zachodnich.
Wszak Niemcy z późniejszego DDR (którzy
formalnie także przegrali wojnę) mieli do
końca lat 80-tych jeszcze gorzej niż Polacy.
Niestety cały obóz komunistyczny zawsze
twierdził, że sam poradzi lepiej i jak widać
wszyscy wyszliśmy na tym jak Zabłocki na
mydle.
Jeśli odpowiemy sobie, kim był pan Zabłocki,
to znów powrócimy do, właściwego w tym
dziale pod względem czasowym, horyzontu zdarzeń
sprzed 1914 roku :)
:pa
Test
|