Kredek napisał(a):
Wniosek - lepiej zadać sobie trud rejestracji, przy niewielkich kosztach i zalegalizować stan posiadania, niż podkładać się pod prawo i ponosić konsekwencje.
99% rozmów dotyczących broni tutaj jest w kontekście wykopków, których jak powszechnie wiadomo nie ma jak zarejestrować bo nie mają udokumentowanego źródła pochodzenia.
Kredek napisał(a):
Broń pochodząca z wykopu, najczęściej wychodzi obronną ręką, jako nie używana w celach przestępczych.
O ile sąd uzna, że nie jest to broń tylko przedmiot o wyglądzie zewnętrznym broni. I nawet jeżeli uzna, że nadaje się toto do zwrotu to trzeba wrócić do tego co pisałeś o podatkach, opłatach etc.
Kredek napisał(a):
Nawet w wykopkach, przy znakowaniu większości części składowych broni nie jest kłopotliwe ustalenie numeru.
Nie zgodzę się. Przypuszczam, że ma być to numer na korpusie broni - a te bardzo często są częściowo lub w ogóle nieczytelne z powodu wżerów. Dobrze wiemy, że numery są czasem nabijane płytko.
Kredek napisał(a):
Mało kto sobie zdaje sprawę że każdy przestepca (piszę ogólnie, a nie w kontekście tego tematu) jest jednostką z niewielkim zakresem wiedzy kryminalistycznej, natomiast przeciw niemu pracuje zespół ludzi, dysponujących całym dorobkiem nauki, do atomistyki włącznie.
A to w kontekście czego? Nie słyszałem o przypadku popełnienia przestępstwa z użyciem drugowojennej broni palnej w III RP.
Renald napisał(a):
Tak, zdrowy rozsądek. Posługują się nim z powodzeniem w Niemczech, posługują w Czechach. Jakoś się udaje. Myślę, że liczba koniecznych akspertyz spadłaby gwałtownie, gdyby funkcja biegłego w sądach stała się społeczną.
Bardzo mądre stwierdzenie, podpisuję się pod nim obiema rękoma i nogami
Renald napisał(a):
Wystarczyłby prosty przetarg, raz do roku, dla posiadaczy odpowiednich zezwoleń. Tak, jak to robi wojsko.
Ale nie moze byc tak, ze prawo zakupu ma waska grupa osób, które z racji obowiazków służbowych, tą bronią sie zajmują. Naprawdę nie dostrzegasz w tym patologii?
Zgadzam się.
I na koniec jeszcze coś, wg. mnie absurdalnie proste rozwiązanie tego problemu. Znajdujesz broń, podoba Ci się, a nawet się zakochujesz i postanawiasz ją zatrzymać ---> idziesz na pały, mówisz jak jest, oni biorą broń w depozyt (płatny) i zlecają (płatną) ekspertyzę i deaktywację jednemu z licencjonowanych rusznikarzy w mieście (lub CLK KGP) ---> ten (ci) deaktywuje (płatnie) ją tak, żeby można było puknąć na sucho i nabija jakies znaczki, numery itp ---> broń wraca do policji, ta wpisuje ją do rejestru i wraz z jakimś papierkiem wydaje ją znalazcy. Piękna utopia, prawda?
Plusy: Ty jesteś happy bo masz fajny fant, państwo w osobie policji zarobiło, zarobił też rusznikarz, a broń jest zewidencjonowana i wiadomo co się z nią dzieje.
Minusy: trochę to kosztowało, ale jak komuś zależy to zapłaci.