|
Nie mam żadnych namiarów na karczmy w moim regionie ( nie mam żadnych map ) czy można brać pod uwage legendy np tego typu :jump
Był rok Pański 1456. Na drodze z Tuczna do Mierzwina stała okazała gospoda, przez tutejszych zwana "Byczek". Gościła ona znakomite osobistości i zwykłych prostych ludzi, najczęściej chłopów, którzy zaglądali tu (ku utrapieniu swych pań) w niedzielę po nabożnym odprawianiu modłów w parafialnym kościele. Nazwa owej gospody, jak wspominają najstarsi mieszkańcy okolicy, brała się stąd, że serwowano tam najlepsze wino, które aromatem przypominało zapach kwitnących róż. Smakiem zaś podobne było do najwspanialszych win z Węgier i Italii, o kolorze podobnym do koloru bordowej róży. Moc jego była tak wielka jak najsilniejszego byka. Upijali się więc tu chłopi, pozostawiając często u właściciela ostatni grosz albo nawet zastawiając dobytek. Jak podają źródła, wspomnianego roku lato było wyjątkowo upalne i susza dotknęła całą okolicę. Jak powiadały stare, a pobożne kobiety, był to znak od Boga, aby tutejsi chłopi zaprzestali swych niedzielnych ponabożeństwowych praktyk, a zajęli się swoim dobytkiem i rodzinami, które w coraz większą biedę popadały. W okolicy zaczęło brakować wody. Studnie wysychały, a poziom wody w tutejszym jeziorze był tak mały, że w najgłębszym miejscu człek wysoki mógł, nie zamoczywszy głowy, przejść przez nie. Ryby wyzdychały, trawy wyschły, bydło padało. Rzecz jednak zadziwiająca, studnia w gospodzie była pełna, choć stała na wzniesieniu. Różne domysły zaczęli ludzie czynić, zwłaszcza wtedy, gdy właściciel gospody podniósł cenę za dzban wody. Ludzie zostawiali u chciwego karczmarza wielkie sumy srebrnych monet, bo każdy chciał żyć. Pewnego lipcowego wieczoru dwaj młodzieńcy, chcąc podkraść trochę wody, a to tylko dlatego, że już nie posiadali ani grosza zakradli się do krzaków przy studni karczmianej. Wielkie ich ogarnęło zdziwienie, gdy ujrzeli karczmarza rozmawiającego z dziwnym jegomościem. Ubrany byt w czarny kubrak, a w miejscu butów widać było racice. Imć gość groził, że jeżeli karczmarz nie podpisze pergaminu, który on trzyma w ręku, to woda w studni wyschnie, a on sam stanie się żebrakiem. Przestraszony gospodarz szybko nagryzmolił swój podpis, ale papieru nie chciał oddać. Wiedział bowiem, że jeżeli papier będzie w jego ręku, warunki może dyktować on. Imć gość znikną, a gospodarz szybko pobiegł do domu i wyniósł palące się drewienko. Szybko podpalił nim swój dopiero co podpisany dokument i wrzucił go do studni. Stała się rzecz niesłychana. Oto w studni zaczęło coś trzaskać, skwierczeć, z jej wnętrza wydobyła się obrzydliwa postać. Schwyciła gospodarza i z wielkim trzaskiem wciągnęła go do studni. Przestraszeni młodzieńcy uciekli szybko z tego strasznego miejsca i opowiedzieli napotkanym ludziom, co widzieli i słyszeli. W tej też chwili zaczęło grzmieć, a z nieba spadł deszcz. Następnego dnia kilku śmiałków wyruszyło, aby sprawdzić, co mogło stać się z gospodarzem. Ku ich zdziwieniu na miejscu gospody nie było już nic, tylko rozległa łąka, porośnięta soczystą trawą, a na niej pasł się dorodny byczek. Łąka ta istnieje do dziś i nawet w największą suszę jest zielona. A owo miejsce jest równo na środku, po prostej linii patrząc między kościołem w Tucznie, a początkiem wsi Mierzwin. Ja to słyszałem od jednego jeszcze dziś żyjącego młodzieńca, który owej nocy był w opisanym miejscu i naszemu Plebanowi spisać kazałem, co Imć Jegomość w kronice tej uczynił. Mowa tu o kronice parafii w Tucznie gdzie legenda o naszym gminnym czarcie jest spisana.
Czy można poważnie podchodzić do tego typu legend oczywiście nie mówie tutaj o jakiś diabłach :666 i tego typu bzdurach :jump głownie chodzi mi czy warto sprawdzać miejsce "A owo miejsce jest równo na środku, po prostej linii patrząc między kościołem w Tucznie, a początkiem wsi Mierzwin". Ponoć w każdej legendzie jest ziarenko prawdy a akurat w tej jedynym realnym ziarenkiem mogło być istnienie tej karczmy :que
co tym sądzicie czy też czasami (aut. słownik - korzystać przez rz!) z legend miejscowych przy namierzaniu jakiegoś miejsca
|