|
No i mamy odcinek drugi serialu o siłach specjalnych, handlarzach bronią i wolnej prasie. Jak w każdym porządnym serialu, tak i w tym pojawia się postać femme fatale, nadkomisarz Monika Francikowska. Zamieszczę pełny tekst tej arcyważnej informacji prasowej, aby zachowała się ona dla przyszłych pokoleń. I aby imię nadkomisarz Moniki Francikowskiej nie utonęło w pomroce dziejów.
"Policjanci z czeladzkiego komisariatu, wspierani przez grupę pirotechników, przeszukali mieszkanie 29-letniego czeladzianina.
- Znaleźli 8 sztuk broni. Były to mauzery i pepesze, oraz dobrze działający zapalnik do granatów - mówi nadkomisarz Monika Francikowska, oficer prasowy z Komendy Powiatowej Policji w Będzinie.
W mieszkaniu, w którym odkryto ten arsenalik, mieszkała także żona "zbieracza" oraz dwójka ich dzieci. Mężczyzna przekonywał, że nie miał zamiaru używać broni.
- Twierdzi, że jest po prostu kolekcjonerem - dodaje nadkomisarz Francikowska.
W tej chwili specjaliści sprawdzają, na ile broń jest sprawna technicznie, bo od ich opinii będzie zależało, jakie zarzuty postawione zostaną 29-latkowi. Za posiadanie broni bez wymaganego zezwolenia może mu grozić kara nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.
(MANO) - Dziennik Zachodni"
Powyższy gniot dziennikarski, upstrzony został zdjęciem wspomnianego arsenału. Fotografia przedstawia sześć sztuk broni długiej, z przełomu XIX i XX wieku, wiszących na ścianie mieszkania. Widać, że zgodnie ze przestępczym obyczajem, bandyta eksponował posiadaną nielegalnie broń w najbardziej widocznym miejscu. Niezwykle groźnego zapalnika na zdjęciu nie stwierdzono.
"Dziennik Zachodni" (połączył się niedawno z najbardziej obrzydliwą gadzinówką z okresu komuny, "Trybuną Robotniczą") to szmatławiec, ale jakby na to nie patrzeć, tworzą go ludzie z legitymacjami dziennikarskimi w kieszeniach. Moim zdaniem to nadużycie. Dziennikarz powinien opisywać i badać rzeczywistość, a nie wspomagać we wątpliwej karierze nadkomisarz Monikę Francikowską. Gdyby w "Dzienniku Zachodnim" pracowali dziennikarze, nadkomisarz Monika Francikowska zastałaby zapytana o szczegóły sprawy, o to jak zachowywał się bandyta w trakcie przeszukania, gdzie znaleziono straszliwą broń i ile lat broń ta sobie liczy, ile w ostatnich 30 latach odnotowano napadów przy użyciu karabinów z tego okresu, a przede wszystkim ile do kur... nędzy kosztowała ta kretyńska akcja!!!!!! Bo kosztów nie poniosła policja, ale my jako podatnicy, wliczając wszelkiej maści dziennikarzyny, prokuratorków... I nawet nadkomisarz Monikę Francikowską.
Takie pytania nie padły. Nie padło żadne pytanie. Za to pojawiło się słowo "zbieracz" ujęte w cudzysłów i mrożąca krew w żyłach informacja, że obok arsenału z zapalnikiem, miały swoje łóżeczka niewinne dziateczki bandyty.
Tak wygląda manipulacja, dzieło (i tutaj ja również pozwolę sobie na cudzysłów) "dziennikarza".
|