Zanim zrobię sobie parotygodniową przerwę - na ruszt wrzucę jeszcze dwa przykłady prawie takich samych przedmiotów - w parach. Egzemplarz prawie nie używany razem z mocno używanym, znoszonym, naprawianym.
Dwa ryngrafy żandarmerii polowej - po lewej najbardziej popularny wariant - niesygnowany Assmann podklejony woskowaną tekturą. Bardzo lekko używany, kompletny, bez ingerencji. Na prawo wyjątkowo długo eksploatowany egzemplarz z uzupelnionymi zaczepami łańcucha - natomiast zaczep do guzika został urwany i nie zastąpiono go już niczym. Gdy w warunkach frontowych puściły fabryczne luty, nie wyrzucano takich rzeczy po prostu do rowu wymieniając na nowe. Zresztą chyba nic nie wyrzucano, wszystko starano się naprawić czy to na miejscu czy w kraju.
Do dziś mój znajomy przechowuje egzemplarz ryngrafu podniesiony prosto z pola bitwy - gdzie oderwane skrzydło orła przymocowano z powrotem zwykłym drutem, przeciągniętym przez dwa otwory przewiercone przez oba elementy. Trudno, by w przeciągu wielotygodniowego czy wielomiesięcznego pobytu w akcji, wykonano to w elegancki, jubilerski sposób :)
Ten Assmann pięknie się błyszczy i trudno mu zrobić dobrą fotkę. Na pewno jednak nie jest to Węgier :)
Ten znoszony wystawiłem kiedyś na allegro, nawet znalazł się klient. Jednak ręka mi zadrżała - i został.
[ img ]
[ img ]
[ img ]
[ img ]
[ img ]