|
Ja uważam, że są dwie główne przyczyny wypadków na drodze i nie zalicza się do nich ani prędkość, ani doświadczenie, ani łamanie przepisów.
Pierwsza przyczyna to zwyczajne niezrozumienie o co chodzi w zasadach ruchu. Znać przepisy to jedno, a rozumieć ich sens i ten sens stosować w praktyce to drugie. Przykłady?
- włączanie migacza w monecie kiedy kierowca zaczyna skręcać. Wystarczy się chwilę zastanowić. Po co jest migacz? Żeby sygnalizować skręt? Po co go sygnalizować? Żeby uprzedzić innych uczestników ruchu w chęci wykonania manewru.
Jaki jest więc sens włączania migacza, kiedy ja już widzę, że samochód skręca? Żaden. Przynajmniej 70% kierowców bez względu na wiek (często są to kierowcy z 30 letnim i dłuższym stażem za kierownicą) jakich widzę na ulicach warszawy mogłaby w ogóle przestać używać migaczy.
Stoję na światłach, zaraz za nimi jest ulica poprzeczna. Przede mną samochód. Też stoi. Nagle światła się zmieniają, a on włącza migacz i czeka, aż z naprzeciwka zrobi się wolne, aby mógł skręcić. A ja stoję za nim, a za mną 15 innych samochodów. Gdyby włączył migacz wcześniej, to zwyczajnie mógłbym zmienić pas zawczasu.
I z tego wynika większość problemów na drodze. Kierowcy nie rozumieją, że swoimi poczynaniami utrudniają życie innym. Zwyczajnie o tym nie myślą. Czemu kierowca wyprzedza samochód, który staną przed pasami, aby przepuścić pieszych? Nie dlatego, że jest lekkomyślny i ma nadzieję, że mu się uda, tylko dlatego, że nie pomyślał, że szybciej idący pieszy może mu wejść prosto pod koła i będzie miał człowieka na sumieniu.
Albo sytuacja odwrotna, czemu kierowca nagle hamuje, aby przepuścić pieszych, chociaż nie pomyślał czy inne samochody jadące zanim również wyhamują w morką pogodę?
Niektóre przepisy można naginać lub łamać, ale trzeba rozumieć czemu właśnie można w tej sytuacji. Czemu to jest bezpieczne a w innej sytuacji by nie było. Myślenie to podstawa.
Jeżeli ja wykonam jakiś manewr, który później okazuje się nieprzemyślany, to znaczy widzę, że nie wszystko miałem pod kontrolą, że nie przemyślałem tego wcześniej, to ciarki przechodzą mi po plecach na myśl o czarnym scenariuszu i automatycznie zapamiętuję taką sytuację i nigdy nie robię tak ponownie. Ale jak ktoś w ogóle nie myśli nad tym co robi, do czasu aż się rozwali, to jak tu się spodziewać jakiejś nauki, progresu? Takie doświadczenie, to żadne doświadczenie i może być stary kierowca, a głupi i tylko przez szczęście nigdy wcześniej nie miał wypadku.
Druga kwestia, to zbyt rygorystyczne ograniczenia, które przyzwyczaiły nas do tego by je łamać oraz brak konsekwencji w ich ustawianiu. Przykład?
Jest droga dwupasmowa, jest znak, że roboty drogowe, że droga zwęża się z 2 do 1 pasu ruchu. Jest też tablica z ograniczeniem prędkości do 40 km/h. Ponieważ jeden pas jest wystarczający, nie ma robotników w bezpośrednim sąsiedztwie czynnego pasu ruchu, wszyscy jadą bez zmian 100 km/h przekraczając prędkość ponad dwukrotnie!
Podobnie na zakręcie, nagle robi się ograniczenie do 50 km/h, ale wszyscy jadą nie zwalniając poniżej 100, bo pogoda słoneczna, dobra widoczność, a żaden współczesny samochód nie miał by problemu z pokonaniem tego samego zakrętu z prędkością ok 130 km/h.
I tak wygląda 19 na 20 znaków na polskich drogach, aż nagle ten 20 znak jest adekwatny do sytuacji i mimo, że wcześniejsze ograniczenie było 120 km/h a nowe jest 40 km/h to faktycznie, jazda szybciej niż te 40 jest już cholernie niebezpieczna, ale kierowca, który jest przyzwyczajony, że na ograniczenia trzeba brać dużą poprawkę, jedzie co najmniej 70-80 km/h i mamy wypadek. Tak to działa, jak warunkujemy kierowców, że większość ograniczeń prędkości można łamać i nie reprezentują one faktycznej sytuacji na drodze, to czego możemy się spodziewać?
Wypadki nie biorą się z prędkości, bo w czasie wypadku, każda prędkość jest za duża. Lepiej byłoby bez wypadku. Nie biorą się też z braku doświadczenia, bo co nam po doświadczeniu, jeśli ktoś wymusza na ans pierwszeństwo, wyskakując pod koła.
Nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, trafnej oceny własnych możliwości, zdawania sobie sprawy z konsekwencji i przede wszystkim rozumienia, kiedy przepisy mogę nagiąć, a kiedy to jest absolutnie niedopuszczalne.
Zdarza mi się wyprzedzać na podwójnej linii, ale wtedy kiedy mam dobrą widoczność i mam pewność, że nic mi nie wyjedzie. Nie zdarza mi się nigdy, wyprzedzać kiedy nie wiem co mnie czeka, nawet jak linia jest przerywana.
|