Sprawą nękana Muzeum Broni Pancernej zainteresowała się "Polska Zbrojna". Poniżej artykuł Magdaleny Kowalskiej-Sendek "Prawo pancerza".
[ img ]Ekspozycja poznańskiego Muzeum Broni Pancernej powstała na początku lat sześćdziesiątych w hangarze, w którym zgromadzono sprzęt pamiętający II wojnę światową, a służący jako pomoc w zajęciach ze słuchaczami Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych. Głównym inicjatorem powstania zbioru był generał dywizji Zygmunt Duszyński, pełniący wówczas obowiązki głównego inspektora szkolenia Wojska Polskiego.
Unikatowa placówkaDzięki staraniom ówczesnego pułkownika Henryka Kudły, komendanta Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych, oraz pułkownika Zygmunta Szopy, kierownika Cyklu Eksploatacji i Remontu, udało się zdobyć pierwsze pojazdy. Dziś na ekspozycji znajdują się czołgi, działa samobieżne, opancerzone samochody rozpoznawcze, transportery. Prezentowane są także części i przekroje podzespołów czołgów oraz dział pancernych. Kolekcją od 1997 roku opiekuje się major Tomasz Ogrodniczuk.
Gdy w 2002 roku WSO została zlikwidowana, a zamiast niej powołano Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych, zniknął także etat kustosza. Kapitan Ogrodniczuk został wtedy wykładowcą prawa wojennego, historii wojskowości i etyki. Kolekcją broni pancernej zajmował się dodatkowo, społecznie.
„Kiedy miałem okienko, brałem grupę słuchaczy, szliśmy do hangaru uczyć się albo zwiedzać, a popołudniami i w weekendy z grupą entuzjastów remontowaliśmy sprzęt”, opowiada. Rok później w rozkazie dziennym komendanta centrum znalazł się zapis mówiący o powołaniu nieetatowej jednostki organizacyjnej nazwanej Muzeum Broni Pancernej (MBP), a jej nieetatowym kustoszem został kapitan Ogrodniczuk. Etatowo swoje obowiązki major objął dopiero w styczniu 2010 roku.
Przez lata muzeum wyrobiło sobie markę. Eksponaty, wśród których znajdują się także unikaty na skalę światową, budzą zazdrość w Polsce i za granicą. Pancerna kolekcja została wpisana do rejestru zabytków Wielkopolski. MBP odwiedza rocznie średnio 20 tysięcy osób, a kustosz za misję krzewienia historii wojskowości i broni pancernej otrzymał wiele nagród, między innymi Buzdygana (nagrodę POLSKI ZBROJNEJ) w 2010 roku.
Kłopoty poznańskiej placówki zaczęły się od obraźliwych wpisów na forach internetowych. Atakowano nie tylko muzeum, lecz także jego kustosza. Zarzucano mu między innymi bezprawne pozyskiwanie eksponatów oraz błędy związane z ich renowacją. Kiedy pod wpisem o treści: „Pewnie, najlepiej przymykać oczy i tolerować złodziejstwo, sk...stwo i niszczenie zabytków w rękach państwowych, samorządowych. Swego czasu pewne osoby same myślały, jakby się uwłaszczyć na tym mieniu. CSWLąd kolekcja do niczego nie jest potrzebna. Z tego trzeba zrobić albo porządne muzeum, albo oddać zbiory komuś innemu”, podpisało się Muzeum Eksploracji, nikt nie miał już złudzeń, że przyjemnie nie będzie.
Kontrowersje wzbudził wydobyty z ziemi pod kierownictwem majora Ogrodniczuka niemiecki ciągnik artyleryjski Sd.Kfz.6 z 1940 roku. O wrak starało się wówczas także prywatne Muzeum Eksploracji. Do różnych instytucji wojskowych zaczęły przychodzić pisma od jednego ze współzałożycieli placówki, Piotra Lewandowskiego.
„Zwróciłem się do komendanta Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych, dowódcy Wojsk Lądowych, dyrektora Departamentu Wychowania i Promocji Obronności, szefa Sztabu Generalnego, ministra obrony oraz do Żandarmerii Wojskowej z prośbą o wyjaśnienie zasad działania Muzeum Broni Pancernej”, relacjonuje Piotr Lewandowski.
Lista pytań i wątpliwości była długa. Nadawcę interesowało wszystko, począwszy od przepisów pozwalających placówce przyjmować eksponaty, przez zasady remontu broni, zgody na wydobycie nowych znalezisk, aż po środki finansowe przeznaczane na pozyskiwanie eksponatów. Jak podaje podpułkownik Tomasz Szulejko, rzecznik prasowy Dowództwa Wojsk Lądowych, DWL nie znalazło potwierdzenia stawianych zarzutów i odpisało, że MBP funkcjonuje zgodnie z przepisami. Podobnej odpowiedzi udzielili Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej i SGWP.
„Wiem, że to była seria niewygodnych, zapewne dla niektórych przykrych pytań, dlatego rozumiem, że może to budzić opór środowiska”, relacjonuje Piotr Lewandowski. „Ale odpowiedzi, które otrzymałem, były zastanawiająco zbieżne”.
Katalogi pod kontrolą„Muzeum działa zgodnie z prawem. Na wszystkie pytania naszych przełożonych odpowiadamy, ale nie chcemy polemizować z zarzutami stawianymi przez pana Lewandowskiego”, wyjaśnia chorąży Marcin Szubert, rzecznik prasowy Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. „Od osądzania, czy ktoś jest winny bądź niewinny, są odpowiednie organy w państwie. Przede wszystkim chcemy uchronić przed zniszczeniem historyczny sprzęt wojskowy”.
Pytania kierowane do instytucji wojskowych, dotyczące centrum i MBP, odnoszą się między innymi do niewłaściwego ewidencjonowania i pozyskiwania eksponatów. Zdaniem Piotra Lewandowskiego od prywatnych muzealników wymaga się dokumentowania nawet najdrobniejszych spraw, a MBP takie warunki nie są stawiane.
„Z punktu widzenia ustawy o muzeach, Muzeum Broni Pancernej jest jedynie wojskową salą tradycji funkcjonującą na terenie jednostki wojskowej” - wylicza założyciel Muzeum Eksploracji. Zauważa on również, że miłośnicy przynosili części niezbędne do remontu Stuga i pieniądze, co nigdzie nie zostało odnotowane.
Z wyjaśnień kustosza MBP wynika, że wszystkie eksponaty trafiające do muzeum albo sali tradycji są katalogowane, opatrzone opisem i fotografią. Pieniądze na remont Sturmgeschütz IV gromadziło natomiast Towarzystwo Przyjaciół Sopotu. Rzecznik CSWLąd precyzuje, że eksponaty będące własnością centrum zawsze były ewidencjonowane w książce mienia. Kustosz prowadził także protokół depozytowy, w którym odnotowywano wszystko, co do jednostki trafiało spoza wojska. Obecnie wymagane jest sporządzanie stosownych protokołów, spisywanie umów i darowizn. Każdy tego typu dokument podpisywany jest przez komendanta CSWLąd.
Genezy konfliktu należy szukać w 2009 roku, kiedy Muzeum Broni Pancernej wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Sopotu prowadziło prace związane z podjęciem z dna rzeki niemieckiego działa samobieżnego Sturmgeschütz IV. „Przygotowywałem dokumenty i za własne pieniądze zdobywałem pozwolenia na wydobycie. Otwarcie mówiłem, że Stug powinien trafić do kolekcji Muzeum Broni Pancernej. Ostatecznie jednak z całego przedsięwzięcia mnie wyłączono”, opowiada Piotr Lewandowski. Ma zastrzeżenia dotyczące samej akcji wydobycia wraku i całą listę zarzutów z nią związanych.
{sil3nt: tutaj zabrakło fragmentu, o zawiadomieniu przez Lewandowskiego organów śledczych o rzekomym uszkodzeniu StuG’a podczas akcji wydobywczej }Gra o wysoką stawkę„Stug jest w idealnym stanie. To nasza chluba i duma. W błyskawicznym tempie został wyremontowany; co więcej – nawet jeździ”, odpowiada major Ogrodniczuk. Miłośnicy militariów i wolontariusze MBP pracujący przy renowacji Stuga bezradnie rozkładają ręce. „Cała nasza praca niszczona jest setkami donosów i paszkwili wysyłanych przez założycieli Muzeum Eksploracji”, wyznaje Maciej Boruń, wolontariusz MBP. „Nie może być przecież tak, żeby dwóch ludzi destabilizowało pracę muzeum z pięćdziesięcioletnią tradycją, dzieło pokoleń żołnierzy i pasjonatów sprzętu pancernego. Nie mamy pieniędzy, umiejętności ani wiedzy prawniczej, żeby się skutecznie bronić. Chcemy po prostu zajmować się historią broni pancernej”.
„Piotr Lewandowski do wszelkich instytucji państwowych i wojskowych wysyła pisma podważające legalność nie tylko działań majora Ogrodniczuka, lecz także istnienia MBP przy Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. W swoich wypowiedziach na forach internetowych zarzuca majorowi kumoterstwo i działania korupcyjne przy uzyskiwaniu pozwoleń na wydobycia na terenie Wielkopolski”, napisał do dowódcy Wojsk Lądowych Zbigniew Okuniewski, członek zarządu Towarzystwa Przyjaciół Sopotu. Zapewnił, że jako organizacja współpracująca z Muzeum Broni Pancernej są gotowi w przypadku dalszych szykan ze strony Piotra Lewandowskiego wystąpić na drogę prawną w obronie honoru oficerów Wojska Polskiego.
Sporny transporterJak utrzymuje Piotr Lewandowski, innym zniszczonym w czasie wydobycia eksponatem jest ostatni nabytek MBP – transporter kołowo-gąsienicowy Sd.Kfz.6, o którego wydobycie Muzeum Eksploracji również się ubiegało. MBP pierwsze podjęło wrak. „Kilka miesięcy wcześniej niż CSWLąd wystąpiłem do różnych instytucji o zgodę na wydobycie i bardzo się zdziwiłem, kiedy z mediów dowiedziałem się, że we wsi Białobrzegi trwa akcja podjęcia wraku”, opowiada muzealnik. Major Ogrodniczuk wraz z prywatną firmą nie działali jednak poza prawem. Wszystkie etapy przygotowujące wydobycie Sd.Kfz.6 są przez kustosza poznańskiej placówki starannie udokumentowane: od zgody komendanta Centrum Szkolenia, przez pozwolenia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego oraz Agencji Nieruchomości Rolnych, aż po zgody właścicieli terenu i wydanie pozytywnej opinii przez wojewódzkiego konserwatora zabytków. „Firma Artura Zysa użyczyła nam koparki, spychacza i samochodu z wyciągarką”, opowiada major Ogrodniczuk. „Okazało się, że sprzęt musimy zwrócić do 9 sierpnia, więc staraliśmy się o zgodę na
szybsze wydobycie”.
Tam, gdzie leżał zatopiony Sd.Kfz, pojechali specjalista do spraw ochrony środowiska i zastępca dyrektora Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego. Po zbadaniu kanału stwierdzono, że wydobycie może odbyć się 5 sierpnia 2011 roku i że nie dojdzie do naruszenia ekosystemu. „Nawet sami rolnicy skosili nam trawę, żebyśmy mogli tam wjechać samochodami”, dodaje major. Na miejscu obecnych było dwóch archeologów, w tym jeden delegowany przez konserwatora zabytków. Podjęcie wraku obserwował sołtys wsi Białobrzegi, a nad wszystkim czuwała straż pożarna i policja.
Inwestycja w historię
Zdaniem przedstawicieli Muzeum Eksploracji to jednak mało. Uważają, że wydobycie niemieckiego transportera odbyło się niezgodnie z prawem, do tego zniszczono przyrodę i naruszono koryto rzeki, a samą akcję prowadzono w sposób niewłaściwy, przez co ucierpiał wrak maszyny. Piotr Lewandowski zgłosił problem Wojskowej Prokuraturze Garnizonowej w Poznaniu. Zastrzega jednak, by zawiadomienia do prokuratury nie wiązać z Muzeum Eksploracji. Prokurator pułkownik Jacek Jatczak potwierdził, że zostało wszczęte śledztwo dotyczące dewastacji środowiska i sprzętu przez Muzeum Broni Pancernej. Prokuratura powołała biegłego i od jego opinii zależeć będą dalsze działania. Założyciel Muzeum Eksploracji w rozmowie z POLSKĄ ZBROJNĄ stwierdził, że kolekcję należącą do CSWLąd należałoby przekształcić w pełnoprawne muzeum albo utworzyć tu filię placówki już istniejącej.
„CSWLąd powinno się skupić na zbiorach, które już ma”, przekonuje Lewandowski.
„Choć posiadane pojazdy są w niezłym stanie, ciągle wymagają pracy i dużych pieniędzy. Bez funduszy, zaplecza technicznego i etatów oraz właściwej bazy wystawienniczej rozszerzanie zakresu działań o te związane z wrakami jest w mojej ocenie niewłaściwe”.
Tymczasem Muzeum Broni Pancernej wspierane przez sympatyków starych militariów i wolontariuszy zamierza walczyć o kolejne eksponaty. Marzeniem kustosza jest pozyskanie polskiego pojazdu pancernego z międzywojnia.