Selim napisał(a):
Akurat prawo udziału właściciela ziemi w znalezisku, w którego znalezieniu nie brał udziału jest oczywiste i było uwzględniane przez chyba wszystkie dawne systemy prawne.
Niestety, ale nie masz racji drogi Selimie. Kwestia skamielin, minerałów to osobny temat. Nie mieszajmy tego do innych znalezisk ("skarbów" małych i dużych). Posiadanie (lub jego brak) nieruchomości przeze mnie nie ma nic do tego.
Reguły powinny być jednakowe dla wszystkich.Tak na prawdę prawo właściciela do części znaleziska, w którego odnalezieniu nie brał udziału, jest dość późnym rozwiązaniem.
W dawnych prawach było rozwiązanie albo znalazca, albo właściciel i nic po środku. W prawie rzymskim, jeżeli pieniądze (bo takie rzeczy ukrywano w przydomowych skrytkach i one były uznawane za skarb) zostały ukryte w cudzej nieruchomości (in alieno), to ich właściciel nie tracił własności, a posiadacz posiadania i tylko prawo właściciela nieruchomości mogło stanowić przeszkodę w swobodnym dostępie do nich. Problemem był dostęp do nieruchomości oraz przeprowadzenie dowodu na własność rzeczy ukrytych na czyimś gruncie. Ale jeśli udowodniono prawo do rzeczy właściciel mógł być przymuszony do wydania rzeczy.
Sytuacja, kiedy właściciel nie posiadał informacji o miejscu ukrycia skarbu, nie powodowała odebrania mu prawa własności. Różne były przyczyny takiego stanu rzeczy, np. mogło się zdarzyć, że skarb był ukrywany przez niewolnika, który nie zdążył przed śmiercią przekazać informacji o dokładnej lokalizacji schowka, czy też właściciel zmarł nie wskazawszy dziedzicowi miejsca ukrycia. Brak wiadomości odnośnie miejsca ukrycia skarbu mógł pierwotnie pociągać za sobą utratę posiadania skarbu, ale później, tj. od momentu, kiedy posiadanie zaczęto traktować jako faktyczne wykonywanie prawa własności, czyniąc je niezależnym od fizycznego władania rzeczą, nie pozbawiało to posiadacza posiadania.
Prawo właściciela do 50% znaleziska (lub jego wartości) zostało przyjęte dopiero w XIX-wiecznych kodyfikacjach (BGB - Kodeks cywilny niemiecki oraz Kodeks cywilny francuski - tzw. Kodeks Napoleona).
Jednak mało kto wie skąd się ono wywodzi.
Tymczasem jest to zniekształcone rozwiązanie z czasów cesarza Hadriana. Przyznanie znalazcy połowy skarbu znalezionego w miejscu publicznym albo cesarskim (in loco publico vel fiscali) wypływało z chęci powstrzymania znalazców przed ukrywaniem skarbu.
W obecnych stosunkach własnościowych oraz społeczno-gospodarczych właściciel, który nie bierze udziału w poszukiwaniach (bardzo często mogą to być prace wymagające wielkich nakładów finansowych) nie powinien mieć prawa do 50% znaleziska tylko z faktu samej własności terenu na której dokonano odkrycia rzeczy (lub zbioru rzeczy).
Poszukujący mają obowiązek uzyskać zgodę właściciela na prace na jego gruncie oraz wynagrodzić mu ewentualne szkody (przywrócić teren do stanu pierwotnego).
Jeżeli strony (właściciel i poszukiwacz) umówią się na jakąś nagrodę ze strony poszukiwacza dla właściciela za wyrażenie zgody na wejście na jego teren zakończone sukcesem (znaleziskiem), to jest ich sprawa.
Jednak prawo nie powinno nagradzać tego, kto nie czyni (czy się stoi, czy się leży, ale się należy...).